» » Wywiad z Piotrem Stankiewiczem

Wywiad z Piotrem Stankiewiczem


wersja do druku

Każdy rozmówca jest inny

Autor:
Wywiad z Piotrem Stankiewiczem

Literadar się reaktywował. Co sprawiło, że postanowiłeś wejść do tej samej rzeki?

Taki był plan od początku. Zawiesiliśmy wydawanie pisma, poszukując w tym czasie nowego, silnego partnera dla BiblioNETki i Literadaru. W rezultacie zarówno serwis jak i magazyn weszły w skład Grupy PWN. A jeśli chodzi o mnie? Literadar to w pewnym sensie moje dziecko, nie należy porzucać dziecka. Z czasem, jak dorośnie, można je powierzyć komuś, kto je pokocha tak jak my.

Jakie były przyczyny zamknięcia Literadaru?

Było ich kilka. Jedną z głównych była niska rentowność przedsięwzięcia wynikająca z niedoinwestowania. Jak wspomniałem, Literadar potrzebował silnego partnera i działu sprzedaży z prawdziwego zdarzenia. Obie te rzeczy udało się pozyskać, sądzę więc, że jesteśmy na świetnej pozycji startowej.

Co nowego zobaczymy w tym odświeżonym Literadarze?

Przede wszystkim zobaczymy to, z czego Literadar był znany i co stanowiło i jego popularności – mnóstwo recenzji. Teraz oprócz książek publikujemy recenzje filmów i gier komputerowych. Postanowiliśmy wykorzystać doświadczenia jakie zebraliśmy tworząc Filmradar (siostrzany magazyn o filmach i serialach). Zmieniliśmy miejsce, na którym publikowany jest Literadar. Wcześniej było to ISSUU, obecnie jest to Calameo. Daje nam to dużo nowych możliwości.

Profil pisma robi się mniej literacki? Nie obawiasz się zarzutów o jego rozmycie?

Nie zgodzę się z tobą w tej kwestii. Pismo ma absolutnie nadal profil literacki, zyskało jednak dodatkowe aspekty. Nie wyobrażam sobie ludzi, którzy w dzisiejszych czasach czytają, a nie oglądają filmów. Zakładam też, że ktoś lubiący gry komputerowe nie stroni od książek. Celujemy w osoby o wysokiej, nazwijmy to, kompetencji kulturowej – chłoną różne jej przejawy i  aspirują do miana osób wszechstronnych pod tym względem. Nie zmienia to faktu, że wciąż najwięcej miejsca poświęcamy książkom. To na pewno się nie zmieni. W związku z tym, odpowiadając na pytanie, mam nadzieję, że stali czytelnicy raczej docenią nasze starania o poszerzenie spectrum tematycznego Literadaru.

Rozmowa z Józefem Henem (fot. archiwum prywatne)

Czy na rynku magazynów elektronicznych poświęconych książkom istnieje jakaś konkurencja? Czy można mówić o rynku tego typu publikacji?

Publikacji cyfrowych poświęconych książkom, filmom czy grom jest w sieci całe mnóstwo. Literadar, co mogę chyba powiedzieć z dumą, jest jedną z najciekawszych propozycji w tym zakresie. Sam jestem fanem kilku tytułów – uwielbiam czytać Grabarza Polskiego, od lat jest Rebel Times, który idzie obecnie w jeszcze lepszym kierunku. Fajna, choć nieco już zapóźniona technologicznie jest Esensja. Problemem wielu cyfrowych periodyków jest duża trudność w przejściu od sytuacji, gdzie kilkoro znajomych skrzykuje się i tworzą wspólnie czasopismo, do momentu, w którym trzeba przejść w sferę bardziej profesjonalną. Dlatego tak wiele wartościowych inicjatyw upada i tworzy się miszmasz na rynku. Rynku, który zapewniam, że istnieje.

Chęci do przejścia na profesjonalizm jedno, realia rynkowe to drugie. Z rynkiem reklamowym jest źle czy bardzo źle?

Pisma cyfrowe są w dziwnej sytuacji, swoistym rozkroku. Z jednej strony jest to prasa, z drugiej Internet. Każde medium rządzi się innymi prawami. Reklamodawcy nie nauczyli się jeszcze dostrzegać w cyfrowych magazynach nowej siły, która gromadzić może bardzo wartościowego odbiorcę. Trzeba pracować, ciężko. Ale efekty już widać.

Jakieś przykłady? Jakie pozytywne zmiany dostrzegasz w tej kwestii?

Mamy stałych klientów, coraz więcej firm traktuje poważnie takie medium jak Literadar. Dla mnie oznacza to, że poważnie traktuje mojego czytelnika, bo on w gruncie rzeczy za tym wszystkim stoi. Jeśli się zastanowić, jest to ktoś, kto czyta książki, ogląda filmy, zarabia i wydaje pieniądze na kulturę, czyli własny rozwój. Jak to się ma do kogoś, kto zaczyna dzień od informacji, kto pokazał majtki na imprezie pełnej celebrytów? Wreszcie zaczyna zwyciężać logika.

Kim są ludzie, którzy tworzą Literadar? Czy coś ich łączy lub wyróżnia? I na jakich zasadach można dołączyć do zespołu?

Literadar tworzy wypróbowany zespół, który tworzył się i ewoluował przez kilka lat. Dziś z pierwszego składu zostało może kilka osób. Jest to ponad trzydzieści osób, a wyróżnia je rzetelność, pracowitość i przede wszystkim wiedza na temat tego, o czym piszą. Ich teksty po prostu dobrze się czyta. Stawiamy na bezstronność, nasze recenzje są uczciwe, nie mają posmaku blogowego "srutututu przyślij mi wydawco kolejną książkę, bo się podlizałem”. Zresztą sam wiesz, nikt nikomu nic nie narzuca – niezadowolonych wydawców biorę na klatę ja, bo tak jest uczciwie.

Poza prowadzeniem Literadaru sam występujesz w roli autora, zwłaszcza wywiadów. Jest coś, co szczególnie lubisz w tej formie?

Wywiad jest dynamiczny, często prawdziwszy niż reportaż czy zwyczajny artykuł. Przede wszystkim zaś lubię to, że każdy rozmówca jest inny, co zmusza za każdym razem do innego podejścia. To jest właśnie fascynujące – różnorodność.

Który wywiad najlepiej wspominasz?

Chyba ten z Józefem Henem. Fascynujący człowiek, sypiący anegdotami, nad wyraz kulturalny, stara szkoła. Choć największym sukcesem był wywiad z George’em R.R. Martinem. Udało mi się go "porwać” na trzy godziny – jeździliśmy autem po bezdrożach Warmii i rozmawialiśmy. Potem zjedliśmy coś w przydrożnej knajpce. Chyba nikt nie miał takiego wywiadu z autorem Gry o tron.

Z George'em RR Martinem (fot. archiwum prywatne)

Zdradził ci cokolwiek off the record? Na przykład, jak zakończy się Pieśń Lodu i Ognia?

Chciałbym… ale nie mogę zdradzić. Prawdę powiedziawszy, był początkowo trochę przestraszony. Wiesz gruby, łysy koleś (w sensie ja) wozi go po bezdrożach dzikiego kraju (w tej roli Polska) czarnym alfa romeo (mojego kumpla Sebola). Dopiero potem się wyluzował. Opowiedział o swojej nowej żonie i że jest za gruby. Ale chyba pod tym względem dobrze czuł się w moim towarzystwie.

Mawia się, że "książki są mądrzejsze od ich autorów”. Spotkałeś się kiedyś z przeciwnym przypadkiem – z autorem (lub autorką), który był bardziej fascynujący od swoich utworów?

Podchwytliwe pytanie. Odpowiedź brzmi tak. Rzadko się to zdarza. Niestety nie mogę powiedzieć, o kogo chodzi. To wciąż czynny pisarz i zaszkodziłbym mu, mówiąc, że jest ciekawszy niż jego książki.

Jest ktoś, z kim bardzo chciałbyś porozmawiać w cztery oczy? A może masz już tę osobę na celowniku?

Stephen King pisał do mnie, że bardzo by chciał, ale się waham.

Przed nami kolejny, pełen literatury rok. Czego życzyłbyś sobie, a czego czytelnikom?

Sobie i czytelnikom - coraz lepszego Literadaru, który będzie nadal pomagał tysiącom osób wybrać najlepszą dla siebie lekturę.

Piotr StankiewiczRocznik 1979. Redaktor naczelny Literadaru, ukończył dziennikarstwo i komunikację społeczną. Działa w branży reklamowej i poligraficznej, kilka lat pracował w rodzinnym biznesie. Lubi mocne perfumy, woli psy od kotów, a w kobietach ceni mądrość i łagodność. Żonaty, ma syna. Jest nawróconym chrześcijaninem.



Czytaj również

Król i Zabójcy vs. 7 Ronin
Planszowe boje - część 16.
7 Ronin
Poryjuharata
- recenzja
Wiochmen Rejser
Gra o dwóch obliczach
- recenzja
Wiochmen Rejser
Bo ja jestem furman, furman...
- recenzja
Labirynt Czarnoksiężnika
Idziemy prosto i w prawo? Nie tym razem...
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.