» Blog » Requiem dla Warhammera: Inwazji
08-09-2014 22:02

Requiem dla Warhammera: Inwazji

W działach: Warhammer | Odsłony: 663

Requiem dla Warhammera: Inwazji
Podczas gdy w Bielsku trwał Polcon, w Krakowie miało miejsce jakże donioślejsze wydarzenie. W trakcie Galaktikonu odbywał się bowiem oficjalny pogrzeb Warhammera: Inwazji, karcianki którą pokochały miliony setki graczy. Pogrzeb odbywał się w randze Oficjalnych Mistrzostw Polski 2014. I ja tam byłem ze swoją orczą hordą. I teraz popełniam tę notkę, by zachować dla przyszłych pokoleń snotlingów pamięć o WH:I Oraz ludziach, którzy przez parę lat tworzyli jej scenę.

Notka pisana przede wszystkim z myślą o forumowiczach WHInvasion.pl, czyli polskiego centrum Inwazji. Konwencja tl;dr.

Gra

Warhammer: Inwazja zapisze się w historii przynajmniej z jednego powodu: był jedną z gier, które przecierały szlaki dla formatu Living Card Game. Formuła, w której każdy dodatek zawiera wszystkie wzory kart (a nawet po trzy kopie niezbędne do stworzenia dowolnego decku), okazała się strzałem w dziesiątkę. Dziś FFG wydaje już tylko w ten sposób, a podobną drogą idzie właśnie AEG, wznawiając Doomtown.

Z drugiej strony WH:I było przykładem gry o fatalnie napisanej instrukcji i mocno niezbalansowanym Core Secie. Ta pierwsza wołała o pomstę do Sigmara, a wydawca był zalewany przez fanów tonami maili domagającymi się klaryfikacji. Dość powiedzieć, że w podstawce zakładano wariant multiplayer (wskazywał na niego choćby wording kart), ale w ogóle nie zapisano zasad takiego formatu rozgrywki. Pojawił się dopiero po... 4 latach.

Przez niezbalansowanie Core Setu do dziś pokutuje przekonanie, że Chaos (do spółki z Przerośniętymi Elfami) jest niegrywalny. Tak było na początku, ale ta gra doczekała się jednak 36 małych dodatków i 6 w formacie deluxe. W ciągu tych lat każda rasa miała swoją chwilę chwały. A że na końcu i tak zwyciężyło Imperium? W końcu to taka gra, że bije się dziesięć ekip, a i tak wygrywają Niemcy.

WH:I nigdy nie wyszło z paru błędów. Ale dzięki aktywności fanów - w tym masy pozytywnych upierdliwców z Polski - stało się naprawdę miodną grą. W sumie prostą na poziomie zasad, ale dającą sporo frajdy z budowania talii i szybkich rozgrywek. No i z warhammerowym klimatem, który - jestem pewien - był podstawą sukcesu tej karcianki w Polsce.

Ludzie

Gdyby przyszłość Inwazji zależała tylko od Polaków, to ta odsłona Warhammera żyłaby do końca Starego Świata i jeszcze z dwa dni dłużej. Dość powiedzieć, że to w Polsce odbyły się Mistrzostwa Europy. Niestety, w Stanach wolą netsrunnera i star łorsy.

Nie zmienia to faktu, że dzięki WH:I poznałem masę świetnych graczy. A raczej po prostu ludzi, z którymi można było pograć, ale i wybrać się na piwo lub pooglądać mecz. Czy też skoczyć na wieczór kawalerski. Ogromnym plusem polskiej sceny inwazji był, hm, "średni wiek graczy". Nie chodzi o to, że grali sami staruszkowie, ale nie było tu żadnej magicowej gimbazy. Przekładało się to na względnie niski poziom spinki na krakowskich turniejach i ogólną serdeczność.

Poniżej nieco sylwetek ludzi, o których myślę, gdy mówię: Inwazja:

  • Raskoks, którego część osób może znać trochę z Poltera. Nasz topowy gracz i człowiek, który pamięta o tym, by przywieźć dla twojej mamy prezent z drugiego końca świata. To on jest też autorem tego pokracznego zdjęcia z mojego polterowego avka.
  • drumdaar, czyli mój osobisty Pan Trener, który złożył mi niejeden deck. Nie żebym był zbyt pojętnym uczniem... Drumdi rządzi, tyle w temacie.
  • Szymuss czyli nasza ligowa maskotka i "Legenda za 2". Człowiek, z którego energetycznością może się równać tylko jego nieskrępowana spontaniczność.
  • dashi, czyli Mistrz Yoda naszej ligi. Chcę być takim graczem, jak dorosnę. Nawet nie w sensie skilla (którego dashiemu odmówić nie można), bo to dla mnie nieosiągalne, ale stosunku do przeciwnika. Klasa sama w sobie.
  • Rodzyn za "tricky shit" i najlepszy trash talk na turniejach.
  • Borin za "ostatnią rundę gramy w knajpie" i nasz epicki pojedynek na 0:0.
  • Lup i Susa, czyli ojciec i córka. Gdy będę miał tyle lat co Lup, też chcę zabierać swoją córkę na turnieje. i patrzeć, jak spuszcza pewnym siebie facetom manto.
  • Stach, czyli organizator krakowskich turniejów i jeden z najlepszych graczy w Polsce. Mam wrażenie, że w pewnym momencie po prostu nam odpuścił, żebyśmy coś tam powygrywali.
  • Keil, czyli przybysz z Kielc, który dojeżdżał na nasze turnieje tydzień w tydzień. Stoczyliśmy wiele pojedynków, większość przegrałem. Fajnie było na koniec stanąć na tym samym stopniu podium.
  • Mareel, czyli przyjaciel Keila z Kielc. Niestety, w 2013 dotarła do nas smutna wiadomość o jego śmierci. W styczniu 2014 w Krakowie turniej regionalny nazwaliśmy "Trofeum Mareela". Tak właśnie funkcjonowała scena tej gry.
  • Przemo, autor najważniejszego chyba bloga o Inwazji, czyli Blog of Change.Każda gra powinna mieć takiego fana.
  • Rege i Marheva, których zawlokłem kiedyś na nasze turnieje, gdy byli pod Wawelem. Mam nadzieję, że nie żałowali otrzymanego lania.
  • Reszta krakowskiej ekipy, która przez lata spotykała się w różnych miejscach (zgrami.pl, Magic Traders, Hex, Galakta Hobby Center, kogo to my nie najeżdżaliśmy): Mielona, Wilkoo, weaver, Tomak, Dziubek, Hobbit, dwóch różnych Czarnych, Wąski, Valathorn, Boreas, Pavlus, xasinus, Zipi, Paton, Yotanka, Omen, Lapson, Kiebduj, Kharn, Mythios, Yatmai, Kalipso, Eahl...
  • Spoza Krakowa wymienię tylko część nicków, bo i nie ze wszystkimi miałem okazję bliżej się poznać czy dać pokonać na jakimś turnieju: Virgo, Jaszczur, Argoth, Arteusz, SOS, Farba, Ziggy, Germanus, A.L.A.N., Deer Dance, morphine, Miłosz, Ziggy, Kubala i pewnie wielu innych...

Repek invades (not)

Przez te trzy, cztery lata Inwazji wygrałem... trzy turnieje. Jak na takiego casuala jak ja, któremu decki składali inni i który grał tyle co na turniejach, raz w  tygodniu, to całkiem nieźle. Moje szalone osiągnięcia można znaleźć tutaj. Od początku byłem wierny orkom. Powód był prosty: decki typu rush nie wymagały za wiele kminienia. Jak tylko dostawałem do łapy combo deck, to zaczynały się schody.

Gdy było jasne, że dni Inwazji są policzone, próbowałem grać wszystkim. Co tydzień próbowałem decku innego gracza i innej rasy. Bardzo pouczające. I niezbyt korzystne dla wyników, choć zdarzały się niespodzianki. Największą jednak sprawiłem sobie sam...
 

MPki 2014

Krakowskie Otwarte Mistrzostwa Polski to był zawsze obowiązkowy punkt w kalendarzu. Nigdy nie udało mi się na nich za wiele osiągnąć, lądując po swissie gdzieś w połowie stawki i dopingując znajomych w trakcie TOPki. Rok temu na MP wybrałem się dokładnie dwie godziny przed startem, w ostatniej chwili składając przysłaną przez drumdaara talię i drukując wskazówki, jak nią grać. Było wesoło, zwłaszcza gdy coś nawet tym deckiem - widzianym pierwszy raz na oczy - ugrałem.

W tym roku przygotowałem się lepiej. Nie grałem w Inwazję od trzech miesięcy, gdy skończyliśmy ostatnią ligę. Talię złożyłem z pamięci wieczorem przed turniejem. Przetasowałem i spróbowałem z 4-5 razy, jakie są starty. Na pożegnanie wróciłem do orczych korzeni. Rano zapakowałem deck i pojechałem na turniej...

...a tam zaczęło się jakieś szaleństwo.

7 rund swissa

2:1 z Kazionatorem (Skaven)

Skaveny to rasa, przeciwko której trzeba wiedzieć jak się gra. Dzięki niezliczonym partiom z Raskoksem i Susą (dzięki!) w lidze, pamiętałem, co i kiedy zagrywać.

2:1 z Pawlowem (Chaos)

Był moment przy stanie 0:1, że myślałem, że jest po sprawie. Ale nie z takich opresji wyciągał mnie dziadek Wurzzag.

0-2 z Kubalą (Imperium)

Porażka nie podlegała nawet przez chwilę dyskusji. Ale że przegrałem z późniejszym mistrzem i do tego osobą, która przyjechała aż z Gdańska, to prawie jakbym wygrał. A sam Kubala to taki sam tym fana jak Przemo. Skarb każdej growej sceny.

2-0 z Keilem (Chaos)

Keil to gracz, który prawie nie popełnia błędów. Mnie zdarza się to nagminnie, a potem pluję sobie w brodę. Tutaj prawie przegrałem, bo w drugiej partii kminiłem, jak spalić trzy strefy. Chociaż nawet nie wystawiłem Wurziego... Na szczęście Gork i Mork czuwali nad moim niskim poziomem ogarnięcia.

Po czterech partiach miałem bilans 3-0-1 i wciąż byłem w ścisłej czołówce. Nie lubię takich sytuacji. Zakładałem, że skończy się pewnie 3-0-4.

2-0 z Dyktą (Chaos)

Bogowie Chaosu wciąż nade mną czuwali, a Chaos wyraźnie mi dziś "leżał". Perfekcyjne dojścia i rywal skontrolowany.

1-0 z dashim (Imperium)

Wygrana z Dyktą oznaczała, że to był mecz o pewne miejsce w TOP8. Gorzej nie mogłem trafić, bo praktycznie na kopię decka Kubali. I to w rękach Mistrza dashiego. Przez 42 minuty opierałem się nawałnicy Imperium. Dwa razy (dwie tury pod rząd) uratował mnie defensywny Bloodek z ripa, który bronił strefy z 7 obrażeniami i wycinał cały atak. Dzieła dokonały rzygi: małe i duże. W efekcie ja nie miałem, czym spalić, ale i rywal miał ten problem. No i dashi się przewinął. Na drugą rozgrywkę zabrakło czasu, a pięć rzygów na ręce zapewniało spokojne dowiezienie sensacyjnego wyniku. Tak czy siak - dla mnie to był "match of the day". Rozgrywka, którą pamięta się po latach.

0-2 z SOSem (Dark Elf)

Z SOSem już kiedyś grałem w Katowicach. Przegrałem i wiedziałem, czego spodziewać się po stylu opsa. Zero błędów, idealne opanowanie talii. Wynik odzwierciedla przebieg partii. Ale już wiedziałem, że po rundzie zasadniczej jestem trzeci. W sumie nie wiem, czy wiedziałem, jak się nazywam.

TOP8

2:1 z JohnnyM (Dark Elf)

Za to zwycięstwo dziękuję Raskoksowi, który powiedział, co i kiedy mam robić (bo wcześniej z Johnnym przegrał). Johnny miał inną talię niż SOS, bardzo ambitną, na niegranej już praktycznie Crone. Wokół siedzieli ludzie, była już jakaś mała presja, ale uniknąłem większych błędów i półfinał stał się faktem. Nie tyle już nie wiedziałem, jak się nazywam, ale zapominałem imion rodziców. Przy zmysłach trzymały mnie tylko telefony do domu.

TOP4

1-2 z SOSem (Dark Elf)

Znów SOS, ale tym razem stawiłem opór. Zabawnie wyglądała druga partia, którą rywal poddał po minucie (po moim idealnym dojściu). Tak gra SOS - wie, kiedy wygrywa, wie, kiedy szkoda czasu na przeciąganie porażki. Fajnie było przegrać z mistrzem Kubalą, ale i dwa razy z wicemistrzem SOSem.

3. miejsce z Keilem (Chaos)

Keil, mimo nie najlepszego startu, wszedł do TOP8. Trafiliśmy na siebie w meczu o 3. miejsce. I w związku z tym postanowiliśmy go nie rozgrywać, ale uznać, że zajęliśmy to miejsce ex aequo. Nagrody podzieliliśmy na pół, a ja - za to że wygrałem w swissie - dostałem pucharek. How cool is that? Dzięki, Keil.

Tak to wyglądało, a ja nie mogłem sobie chyba wymarzyć lepszego pożegnania z karcianką, która dostarczyła mi tyle radochy.

Co dalej?

Część ekipy przeskakuje w przyszłość i przesiada się na Conquest. Jeśli szukacie świetnej paki do grania - to dobry adres. A ja mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się spotkać na jakimś Inwazjowym turnieju. Bo że będziemy się widywać bez tego, to nie ulega wątpliwości.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

balint
   
Ocena:
+1

Heh, jeśli chodzi o fatalnie napisane instrukcje, to FFG jest prawdziwym brylantem w tej kwestii. Co planszówka od nich, to mam identyczne skojarzenie co Ty. A Władca Pierścieni LCG jest tego super przykładem. Pełno niedomówień z jednej strony, a z drugiej nawiązania do jakichś rozwiązań, które nigdy nie zaistniały...

08-09-2014 22:10
Repek
   
Ocena:
0

Jestem ciekaw jak to jest z Netrunnerem. Tu chyba jest lepiej. Ale w porównaniu z instrukcją do pierwszej edycji tej gry, to wszystko jest dobre. :)

Co do WHI. Wyraźnie było czuć, że FFG nie ma jeszcze doświadczenia i nie myśli o pisaniu instrukcji pod scenę turniejową. Potem pojawiło się regularnie aktualizowane FAQ, wyjaśnienia wordingu, erraty, timing tury... Ale musiało to nieco potrwać. :)

Pozdro

08-09-2014 22:13
Mayhnavea
   
Ocena:
+1

Lanie laniu nierówne, wszystko zależy od towarzystwa :)

I jeżeli ktoś z inwazyjnej ekipy będzie to czytał, to dziękuję za bardzo fajny czas, ciepłe przyjęcie i grę na świetnym poziomie. A repkowi ofc że mnie zabrał i poświęcił czas na złożenie talii :D O, jeszcze mam u Ciebie trofeum - pudełko z grumpy catem :P

Mój kuzyn kupił sobie Inwazję, więc popykujemy czasem dla przyjemności ;)

For the Horde... oh, wait :P

08-09-2014 23:03
nimdil
   
Ocena:
+1

Róbcie dodatki DIY. To jest Print & Play.

08-09-2014 23:29
Senthe
   
Ocena:
+1

W Inwazję przestałam grać jakoś koło 2012 (?), chyba pod koniec drugiego cyklu dodatków, ale ciągle ciepło wspominam niesamowitą społeczność i naprawdę porządną grę. Za dużo dodatków pojawiało się wtedy zbyt często, bym dała radę być na bieżąco ze sceną turniejową. No i dopasowywanie się do mety bywało momentami frustrujące, jako że FFG jakoś nigdy nie radziło sobie za dobrze z balansem kart, tak jakby nie zakładali, że ktoś w ogóle będzie w to grać na poważnie i wymyślać jakieś ciekawe zagrania (a pamiętam jeszcze czasy bana dla HElfiego Bolca : P).

08-09-2014 23:53
raskoks
   
Ocena:
+1

Repku - łezka sie w oku kreci :). wielkie gratulacje za wynik bo 3 miejsce na OMPkach nawet ostatnich to nie byle co! Dodam do tego ze przeklinam AEG za doomtowna - bo serio wielka szkoda ze nie przechodzisz z nami na Conquesta. Na pocieszenie cos czuje ze jeszcze bedzie okazja zagrac razem w inwazje :)

08-09-2014 23:57
Repek
   
Ocena:
0

@Raskoks

Może czasem wpadnę, jak mi deck złożycie. Prawda jest też taka, że raczej nie miałbym czasu na granie w tygodniu ligowo. :)

Pozdro!

09-09-2014 00:16
raskoks
   
Ocena:
+1

oj tam oj tam :D - raz w tygodniu nawet zocha wybaczy :>

09-09-2014 00:29
27383
   
Ocena:
0

Albo nie doczytałem, albo zabrakło najważniejszej informacji - ilu graczy się tam zjawiło :)

09-09-2014 10:24
Repek
   
Ocena:
0

@Thoctar

Można zobaczyć pod linkiem. W tym roku "tylko" 42. W poprzednich latach do 70, a na ME we Wrocku około 100.

Pozdro

09-09-2014 12:59
Telchar
   
Ocena:
0

A to nie można juz grać kiedy wydawca przestaje wspierać gre? Vide karcianka vtes.

10-09-2014 17:27
Repek
   
Ocena:
0

@Telchar

Można i robiliśmy to przez pół rok [ostatni dodatek ukazał się pod koniec 2013]. Ale jak nowych wzorów nie ma, to gra powoli umiera. A już na pewno duża scena turniejowa.

Swoją drogą, byłoby super, gdyby potwierdziły się plotki o wznowieniu VTES w formacie LCG.

Pozdrawiam

10-09-2014 19:38
Repek
   
Ocena:
0

Mała zmiana słitfoci na koniec. :)

11-09-2014 23:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.